
O Tosia
Jej historia jest bardzo smutna, to już kolejny kotek, który trafił do nas z innego domu tymczasowego razem ze swoim rodzeństwem. Cała rodzinka była wycofana i chora na koci katar. Tosia jako ostatnia trafiła do adopcji, ale po około 4 miesiącach jej właścicielka zadzwoniła i powiedziała żeby zabrać kotkę, bo jest kompletnie dzika. Poprzednie rozmowy z nią nie zdradzały, że coś jest nie tak.
Szczegółowy wywiad dał nam jasność - nowa pani nie dostosowała sie do naszych wskazówek odnośnie socjalizacji. Szok i niedowierzanie ścięło nas z nóg, bo kotka była nie do poznania - wróciła totalnie dzika i wystraszona. Nie dowiemy się nigdy co ją tam spotkało, a cały proces socjalizacji trzeba było zaczynać od nowa. Dziś jest już o niebo lepiej, Tosia daje się głaskać, wita się pięknym pomrukiwaniem, czasem barankuje głowę swojej opiekunki. Uwielbia się bawić. Jest ogromnym łasuchem, pięknie korzysta z kuwety.
Tosia do końca życia musi być pod opieką weterynarza, ponieważ w nosku co jakiś czas nawraca jej stan zapalny. Na błonie śluzowej nosa powstają ropne strupki co powoduje ból przy oddychaniu oraz krwawy i ropny katar. Taki stan wymaga bardzo kosztownego zabiegu rynoskopii i czyszczenia noska.
Tosia jest wysterylizowana, zaszczepiona i zachipowana. Do adopcji tylko dla kogoś kto wie jak postępować z płochliwymi kotami i nie będzie bał się podjąć pracy nad zbudowaniem zaufania do człowieka.